czwartek, 15 sierpnia 2013

Dziękuję, mamo.


Ostatnio czułam się jakbym trwała w jakimś zawieszeniu. Najlepiej jakby zostało tak jak jest teraz i nic się nie zmieniało. Nie miałam ochoty na żaden krok do przodu, na nic dosłownie. Dopiero pewien nieprzyjemny incydent mnie otrzeźwił na dobre. Moja mama też mi w tym pomogła i to bardzo. Nawrzeszczała na mnie, ale to mi pomogło. Cieszę się, że ją mam. Za to, że mnie tak wspiera i najważniejsze - nie ocenia. Dziękuję! 
Zapisałam się w końcu na jazdy, czas ruszyć to prawko. Niby nic, ale jakoś mi lepiej. 

7 komentarzy:

  1. Również cieszę się, że dobrze mi się układa z własną matką, że mogę na nią liczyć. Czasem strzepie, gdy trzeba, czasem zwyczajnie jest i to wystarcza.

    Powodzenia z prawkiem. Nie wiem, jak obecnie wygląda sytuacja, bo ja zdawałam na starych zasadach, ale podejrzewam, że teraz powodzenie przyda się bardziej. Zwłaszcza na testach teoretycznych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kłótnie często pozwalają namr uszyć swój tyłek z kanapy! I o to chodzi!

    Jesli chdozi o wazne rzeczy to czasami nawet trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. czasem potrzeba nam impulsu. niekiedy jest to kłótnia, czasem jakieś pozytywne zdarzenie. i dobrze, cokolwiek, byle tylko ruszyć do przodu! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja swojego szukałam długo, ale jak już znalazłam, to się nie da oderwać. Może popróbuj różnych dziedzin sztuki itp? Może akurat coś Cię wciągnie :) Jakiś sport, albo coś? Eksperymentuj :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem jesteśmy w takiej bezwładności, że nic nam się nie chce. I nagle TRACH, jakiś punkt kulminacyjny i zaczyna się dziać mnóstwo rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne są takie oczyszczające sytuacje, nawet jeśli walą prosto w twarz. Nawet nie wiesz, jak Ci tego zazdroszczę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń